Korona Heliosa. Zgodnie ze wskazówkami zegara (układ-stolica bloku): Aries: UnaSul, Taurus: dER(dEF), Cancer: KZS, Libra: FAN, Sagittarius: Khilafah (aka Liga Arabska), Aquarius: NAU. Centralnie: Helios z siłami ONZ.10 lutego 2008
Położenie głównych siedzib Bloków na Koronie Heliosa
Korona Heliosa. Zgodnie ze wskazówkami zegara (układ-stolica bloku): Aries: UnaSul, Taurus: dER(dEF), Cancer: KZS, Libra: FAN, Sagittarius: Khilafah (aka Liga Arabska), Aquarius: NAU. Centralnie: Helios z siłami ONZ.Symbole naburtowe Bloków

Federacja Europejska (die Euroföderation) aka Rzesza Europejska (das Euroreich)

Liga Arabska (Dżami‘a al-Duwal al-Arabija) aka Kalifat (Khilafah)

Sojusz Czerwonej Gwiazdy (~Sojuz Krasnywej Zwiezdy) [gc: Chiny, Rosja, Zjednoczona Korea]

Unia Północno-amerykańska (North American Union) [gc: USA, Meksyk, Kanada]

Unia Południowo-amerykańska (União de Nações Sul-Americanas)

Front Państw Azji (Front of Asiatic Nations) [gc: Indie, Indonezja, Japonia]
09 lutego 2008
Świat za Bramą - część 1
Wstęp
Problemy
Polityka i gospodarka
Nasza była przeszłość dziecko. My przybyliśmy tutaj, wy się tutaj urodziliście. Do was należy przyszłość.
31 stycznia 2008
Pierwszy post
Dzienniki Gwiezdne są blogiem dotyczącym Lacuna Incognita - nowopowstającego systemu w konwencji hard SF. Akcja będzie rozgrywać się w niedalekiej przyszłości, kiedy odwieczne marzenia ludzkości o sięgnięciu gwiazd spełniło się. Rozwój technologii i czynniki geopolityczne spowodowały nową epokę wielkich odkryć geograficznych i kolonizacji „nowego świata”. System powstaje z myślą o tych wszystkich, którzy interesują się fantastyką naukową i lubią walki okrętów kosmicznych, badanie nieznanych obszarów oraz eksploracje nowych światów.
Kim są Bohaterowie Graczy w Lacuna Incognita?
Gracze w Lacuna Incognita mogą albo wcielić się w osoby przybyłe lata temu z Ziemi, które jednak stanowią na „ziemi nieznanej” zdecydowaną mniejszość, albo potomków kolonistów. System pozwala na swobodę odgrywania ról – niezależnie, czy będą gracze grali odkrywcami kierowanymi żądzą poznania, kolonistami pragnącymi założyć nowy dom, bezwzględnymi piratami, żadnymi pieniędzy najemnikami, korsarzami którejś z frakcji nie tylko walczącymi o bogactwa ale też poglądy swoje. Równocześnie próbowaliśmy zerwać z dwuwymiarowym postrzeganiem postaci przez pryzmat tylko zawodu, które to cechuje większość dużych systemów – system kreacji powstaje z myślą o dużym wpływie gracza na rozwój jego postaci, bez narzuconych sztucznie ograniczeń.
Świat Lacuny Incognity jest światem ścierania się ogromnych politycznych i militarnych sił. Ludzkość jak zawsze w swojej historii podzieliła się na wiele frakcji, które toczą walkę o wpływy i zasoby. Decyzją graczy będzie, po której stronie się opowiedzą – nie ma tu jednak zarysowanych prostych podziałów dobro-zło, raczej obszerne zbiory wartości, przekonań, oraz tradycji.
System Lacuna Incognita powstaje jako system który posiada rozbudowany świat, mający wiele ciekawych miejsc do zbadania, wiele organizacji do poznania oraz oczekujących wyzwań do pokonania. Stawiamy na swobodę działania – dlatego też przewidujemy możliwości dość swobodnego wyboru losów drużyny – niezależnie od tego, czy gracze będą chcieli grać jako docelowo batalion najemników, czy też jako założyciele nowej kolonii, czy też postanowią wybrać jakąś inną ścieżkę rozwoju i istnienia w „obszarze za Bramą”.
O systemie
Czym ma się różnić mechanicznie Lacuna Incognita od systemów już dostępnych? Ma zawierać unikatowy system kreacji całych drużyn, postaci oraz początkowej sytuacji w formie „gry o życie” – walki całej drużyny przeciw MG. Inną nowością jest rozbudowany system walki socjalnej oraz sposób kreacji elementów świata.
O twórcach
Kilka słów o nas – wszyscy pochodzimy z Trójgrodu, wszyscy jesteśmy bądź studentami kierunków informatycznych, bądź już dyplomowanymi informatykami. Grami fabularnymi znajdujemy się już około dziesięć lat.
Pierwsza pieczęć - fragment opowiadania
Doktor Magnus Erikstad poprawił się na fotelu i przełożył skórzaną teczkę do drugiej ręki. Fotel był dość twardym czerwonym siedziskiem, wykonanym z plastiku, jakich było w autobusie jeszcze kilkanaście ustawionych w cztery rzędy, z wąskim przejściem pośrodku. Autobus Instytutu był prawie pusty. Nie licząc doktora i kilku techników w niebieskich kombinezonach robotniczych siedzących z tyłu w autobusie było jeszcze tylko dwóch ludzi w czarnych uniformach z płomienistym znakiem ochrony obiektu. Erikstad chwilę obserwował obu ochroniarzy, po czym zagłębił się w obserwacji widoków roztaczających się za oknem. Autobus jechał wąską uliczką, która prowadziła przez miasteczko Cadarache. Miasteczko to składało się z przysadzistych jasnych domków, zbudowane tak samo jak inne francuskie podalpejskie siedliska tego typu, które doktor widział w swoim życiu. Erikstad przypatrywał się przez okno widokowi domków tego osiedla ale myślami błądził po wydarzeniach, które go doprowadziły do obecnego momentu. Momentu, który był zwieńczeniem całej jego dotychczasowej drogi życiowej, spełnieniem marzeń zawodowych i powodem do dumy. W tak krótkim, choć intensywnym czasie udało mu się dostąpić zaszczytu, jakiego nie miał okazji doświadczyć żaden przed nim obecnie żywy uczony. Po dwóch dalszych zakrętach autobus opuścił już Cadarache i zagłębił się w drogę otoczoną gęstym lasem.
Droga przez las zajęła jakiś czas – Instytut był z powodów bezpieczeństwa dość znacznie oddalony od miasteczka. W pewnym momencie leśna droga doszła do ostatniego zakrętu. Tutaj właśnie rozłożyli się obozem przeciwnicy uruchomienia obiektu. Jak ich oceniał doktor Erikstad – banda nawiedzonych pseudoekologów głównie z Greenpeace, fanatyków religijnych i innych "barwnych" osobników. Dziś było od nich aż czarno – część siedziała wśród porozkładanego,barwnego, prowizorycznego obozu zbudowanego w lasku koło Instytutu, część zaś stała przy drodze i na widok zbliżającego się autobusu Instytutu próbowała dojść z transparentami do tejże. Kilkudziesięciu żandarmów EGF zablokowało ich nie starając się przy tym być zbyt delikatnymi, co umożliwiło przejazd autobusu. Manifestacji zachowywali się w sposób agresywny krzycząc, wyjąc i potrząsając sztandarami oraz transparentami „kasa kosztem zdrowia, życia, środowiska!”, „stop niebezpiecznej energii!!”, „precz!”, „bezpieczeństwo ITER to mit!”, „zniszczycie świat”. Doktor Erikstad podzielał zdanie swoich kolegów po fachu, że ci ludzie mają „nierówno pod sufitem”. Zresztą – co miało by pójść wbrew planom? Istniało co prawda minimalne ryzyko, że w obiekcie takiej wielkości jak ten, przy takich mocach reakcja przebiegnie w inny sposób, ale nawet gdyby tak było, nie stworzyło by to zagrożenia jakim straszą ci aktywiści. Za dużo razy było to sprawdzone. Za dużo razy przeliczane.
Z zamyślenia doktora wyrwał zgrzyt rozsuwanej bramy Instytutu. Nad bramą umocowane były litery układające się w nazwę „L'International Thermonuclear Experimental Reactor„. Miejsce żandarmów w osłonie burt autobusu przed demonstrantami przejęli ochroniarze. Po chwili autobus minął wjazd i zatrzymał się na żwirowym placu przed wejściem do Krypty. Nie była to oficjalna nazwa tego obiektu ale widok ogromnej, szarej, zbudowanej z cementu kopuły jakby wyrastającej z ziemi nieodparcie nasuwał takie posępne skojarzenie. A że tej nazwy o wiele łatwiej się używało niż nazwy oficjalnej, zwłaszcza, że personel Instytut stanowił istną zbieraninę narodowości z całego terenu UE, to przyjęła się wśród wszystkich osób związanych z projektem.
Ludzie powoli zaczęli opuszczać autobus i wychodzić na podjazd. Do wrót Krypty prowadziły szerokie betonowe schody. Przy masywnych stalowych wrotach była umieszczona budka strażnika odpowiedzialnego za legitymowanie osób wpuszczanych. Szansa na to, że ktoś mógłby przeniknąć do Instytutu i przeprowadzić akcje sabotażową była mikroskopijna ale projekt był zbyt ważny dla rządu i zbyt dużo już w niego zainwestowano, żeby podejmować choćby najmniejsze ryzyko."
18 stycznia 2008
Szalony Przędzarz
- Khara! Niech demony porwą tych jajogłowych idiotów! Jakby mało wcześniej problemów było... - Rais-khaliq drugiego stopnia Rashid Ibn Sa'd klął pod nosem aż powietrze furczało szybkim krokiem przemierzając korytarz prowadzący do Przędzalni. Im był bliżej tym bardziej jego niepokój wzrastał. -Mówiłem ciężkim idiotom - patrzcie, kogo bierzecie, sprawdźcie dokładnie...-
Rashid dotarł do końca korytarza. Stanął przed dwudzielnymi opancerzonymi drzwiami. Z kieszeni skafandra wyciągnął kartę dostępu i umieścił ją w szczelinie znajdującej się na prawo od drzwi poniżej małego terminala. Mignęła zielona dioda terminala, karta została wciągnięta, dioda mignęła jeszcze trzy razy, po czym z cichym pomrukiem wypluła kartę. Drzwi zatrzeszczały ale się nie otworzyły.
- Khara, khara! - krzyknął z pasją - jeszcze to... - Rashid przyklęknął przed panelem, chwile macał kieszenie na udzie, po czym wyciągnął mały przecinak termiczny i manipulator, po czym wziął się za grzebanie przy terminalu.
- Mówiłem idiotom - patrzcie kogo bierzecie, bierzcie twardogłowych, mniej efektywni ale stabilniejsi, sprawdzajcie ich stabilność dokładnie. Ale oni wiedzieli lepiej...- w tym momencie rozmontowany terminal błysnął iskrami a drzwi ze zgrzytem zaczęły się rozsuwać.
- Stabilność to najważniejszy aspekt Przędzarza, bez tego Przędza może się splątać. Ale oni musieli wsiąść Faraja... Mówiłem - on nie jest dość twardogłowy, Przędza się splącze... Ale oni chcieli kogoś kreatywnego... I się stało... - przy ostatnich słowach Rashid przekroczył uchylone już drzwi. Pod jego butami zgrzytnęło potłuczone szkło. Panowała tu kompletna ciemność. Rashid sięgnął do prawego nadgarstka i uruchomił latarkę, po czym omiótł jej światłem pomieszczenie. Sala, tak Rashidowi wcześniej znajoma, teraz sprawiała wrażenie koszmaru sennego. Mimo iż wcześniej wykonana była z płaskich płyt z plastistali, takich samych jak korytarz którym Rashid przyszedł, nie miała obecnie praktycznie żadnych powierzchni płaskich. Wszystko wyglądało jak pokryte stopionym szarym woskiem porozbryzgiwanym w fantastyczne kształty. Pełno było szarych nici, które szły ze ścian i sufitu, łącząc się z podłogą. Najbardziej niepokojące w szarej materii było, że zdawała się stanowić całość z płytami, płynnie w nie przechodząc. Rashid podniósł komunikator do ust - Ochrona, w Przędzalni piątej mamy niestabilnego Przędzarza, powtarzam...