Złoty idealnie krągły okrąg. Z jego centrum wychodzące dwie stylizowane na przędze nici również złotej barwy. Wokół okręgu widniały dwa mniejsze, symbolizujące rangę właściciela. Cały symbol jest przypięty do lewej klapy jednoczęściowego roboczego uniformu. Strój ten, ciemnej barwy charakteryzowała ogromna ilość kieszeni umieszczonych na całej jego powierzchni. Obecnie prawie połowa była wypchana różnymi obiektami. Cały uniform spoczywa na mężczyźnie. Ciemna karnacja, wyraziste rysy twarzy oraz ciemne, kręcone włosy jasno sugerują jego pochodzenie z Ligii. Wiek zdradzają pasma siwizny przetykające bujną czuprynę. Mężczyzna jest wyraźnie zdenerwowany, na czole perlą mu się krople potu. Znajduje się w ciemnym i długim korytarzu zbudowanym z nachodzących na siebie niepomalowanych metalowych płyt o przekroju heksagonalnym. Jedynym źródłem światła są słabe lampy umieszczone w dwóch rzędach na suficie. Obecnie lampy te migają wszystkie w niezsynchronizowany sposób.
- Khara! Niech demony porwą tych jajogłowych idiotów! Jakby mało wcześniej problemów było... - Rais-khaliq drugiego stopnia Rashid Ibn Sa'd klął pod nosem aż powietrze furczało szybkim krokiem przemierzając korytarz prowadzący do Przędzalni. Im był bliżej tym bardziej jego niepokój wzrastał. -Mówiłem ciężkim idiotom - patrzcie, kogo bierzecie, sprawdźcie dokładnie...-
Rashid dotarł do końca korytarza. Stanął przed dwudzielnymi opancerzonymi drzwiami. Z kieszeni skafandra wyciągnął kartę dostępu i umieścił ją w szczelinie znajdującej się na prawo od drzwi poniżej małego terminala. Mignęła zielona dioda terminala, karta została wciągnięta, dioda mignęła jeszcze trzy razy, po czym z cichym pomrukiem wypluła kartę. Drzwi zatrzeszczały ale się nie otworzyły.
- Khara, khara! - krzyknął z pasją - jeszcze to... - Rashid przyklęknął przed panelem, chwile macał kieszenie na udzie, po czym wyciągnął mały przecinak termiczny i manipulator, po czym wziął się za grzebanie przy terminalu.
- Mówiłem idiotom - patrzcie kogo bierzecie, bierzcie twardogłowych, mniej efektywni ale stabilniejsi, sprawdzajcie ich stabilność dokładnie. Ale oni wiedzieli lepiej...- w tym momencie rozmontowany terminal błysnął iskrami a drzwi ze zgrzytem zaczęły się rozsuwać.
- Stabilność to najważniejszy aspekt Przędzarza, bez tego Przędza może się splątać. Ale oni musieli wsiąść Faraja... Mówiłem - on nie jest dość twardogłowy, Przędza się splącze... Ale oni chcieli kogoś kreatywnego... I się stało... - przy ostatnich słowach Rashid przekroczył uchylone już drzwi. Pod jego butami zgrzytnęło potłuczone szkło. Panowała tu kompletna ciemność. Rashid sięgnął do prawego nadgarstka i uruchomił latarkę, po czym omiótł jej światłem pomieszczenie. Sala, tak Rashidowi wcześniej znajoma, teraz sprawiała wrażenie koszmaru sennego. Mimo iż wcześniej wykonana była z płaskich płyt z plastistali, takich samych jak korytarz którym Rashid przyszedł, nie miała obecnie praktycznie żadnych powierzchni płaskich. Wszystko wyglądało jak pokryte stopionym szarym woskiem porozbryzgiwanym w fantastyczne kształty. Pełno było szarych nici, które szły ze ścian i sufitu, łącząc się z podłogą. Najbardziej niepokojące w szarej materii było, że zdawała się stanowić całość z płytami, płynnie w nie przechodząc. Rashid podniósł komunikator do ust - Ochrona, w Przędzalni piątej mamy niestabilnego Przędzarza, powtarzam...
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz