31 stycznia 2008

Pierwsza pieczęć - fragment opowiadania

"Biały identyfikator z twardego, śliskiego plastiku. Po lewej stronie plakietki zdjęcie młodego blondyna z mocno zarysowanymi kościami policzkowymi i piwnymi oczyma.

Doktor Magnus Erikstad poprawił się na fotelu i przełożył skórzaną teczkę do drugiej ręki. Fotel był dość twardym czerwonym siedziskiem, wykonanym z plastiku, jakich było w autobusie jeszcze kilkanaście ustawionych w cztery rzędy, z wąskim przejściem pośrodku. Autobus Instytutu był prawie pusty. Nie licząc doktora i kilku techników w niebieskich kombinezonach robotniczych siedzących z tyłu w autobusie było jeszcze tylko dwóch ludzi w czarnych uniformach z płomienistym znakiem ochrony obiektu. Erikstad chwilę obserwował obu ochroniarzy, po czym zagłębił się w obserwacji widoków roztaczających się za oknem. Autobus jechał wąską uliczką, która prowadziła przez miasteczko Cadarache. Miasteczko to składało się z przysadzistych jasnych domków, zbudowane tak samo jak inne francuskie podalpejskie siedliska tego typu, które doktor widział w swoim życiu. Erikstad przypatrywał się przez okno widokowi domków tego osiedla ale myślami błądził po wydarzeniach, które go doprowadziły do obecnego momentu. Momentu, który był zwieńczeniem całej jego dotychczasowej drogi życiowej, spełnieniem marzeń zawodowych i powodem do dumy. W tak krótkim, choć intensywnym czasie udało mu się dostąpić zaszczytu, jakiego nie miał okazji doświadczyć żaden przed nim obecnie żywy uczony. Po dwóch dalszych zakrętach autobus opuścił już Cadarache i zagłębił się w drogę otoczoną gęstym lasem.

Droga przez las zajęła jakiś czas – Instytut był z powodów bezpieczeństwa dość znacznie oddalony od miasteczka. W pewnym momencie leśna droga doszła do ostatniego zakrętu. Tutaj właśnie rozłożyli się obozem przeciwnicy uruchomienia obiektu. Jak ich oceniał doktor Erikstad – banda nawiedzonych pseudoekologów głównie z Greenpeace, fanatyków religijnych i innych "barwnych" osobników. Dziś było od nich aż czarno – część siedziała wśród porozkładanego,barwnego, prowizorycznego obozu zbudowanego w lasku koło Instytutu, część zaś stała przy drodze i na widok zbliżającego się autobusu Instytutu próbowała dojść z transparentami do tejże. Kilkudziesięciu żandarmów EGF zablokowało ich nie starając się przy tym być zbyt delikatnymi, co umożliwiło przejazd autobusu. Manifestacji zachowywali się w sposób agresywny krzycząc, wyjąc i potrząsając sztandarami oraz transparentami „kasa kosztem zdrowia, życia, środowiska!”, „stop niebezpiecznej energii!!”, „precz!”, „bezpieczeństwo ITER to mit!”, „zniszczycie świat”. Doktor Erikstad podzielał zdanie swoich kolegów po fachu, że ci ludzie mają „nierówno pod sufitem”. Zresztą – co miało by pójść wbrew planom? Istniało co prawda minimalne ryzyko, że w obiekcie takiej wielkości jak ten, przy takich mocach reakcja przebiegnie w inny sposób, ale nawet gdyby tak było, nie stworzyło by to zagrożenia jakim straszą ci aktywiści. Za dużo razy było to sprawdzone. Za dużo razy przeliczane.

Z zamyślenia doktora wyrwał zgrzyt rozsuwanej bramy Instytutu. Nad bramą umocowane były litery układające się w nazwę „L'International Thermonuclear Experimental Reactor„. Miejsce żandarmów w osłonie burt autobusu przed demonstrantami przejęli ochroniarze. Po chwili autobus minął wjazd i zatrzymał się na żwirowym placu przed wejściem do Krypty. Nie była to oficjalna nazwa tego obiektu ale widok ogromnej, szarej, zbudowanej z cementu kopuły jakby wyrastającej z ziemi nieodparcie nasuwał takie posępne skojarzenie. A że tej nazwy o wiele łatwiej się używało niż nazwy oficjalnej, zwłaszcza, że personel Instytut stanowił istną zbieraninę narodowości z całego terenu UE, to przyjęła się wśród wszystkich osób związanych z projektem.

Ludzie powoli zaczęli opuszczać autobus i wychodzić na podjazd. Do wrót Krypty prowadziły szerokie betonowe schody. Przy masywnych stalowych wrotach była umieszczona budka strażnika odpowiedzialnego za legitymowanie osób wpuszczanych. Szansa na to, że ktoś mógłby przeniknąć do Instytutu i przeprowadzić akcje sabotażową była mikroskopijna ale projekt był zbyt ważny dla rządu i zbyt dużo już w niego zainwestowano, żeby podejmować choćby najmniejsze ryzyko."

Brak komentarzy: